Zdjęcie ilustracyjne
Dwie tragedie, które wydarzyły się w powiecie tomaszowskim, łączy nie tylko praca w lesie, ale także to, że dotknęły jednej rodziny z gminy Narol. W odstępie niespełna trzech lat życie stracili dwaj bracia – obaj podczas wycinki drzew.
Do pierwszego wypadku doszło w lipcu 2023 roku w miejscowości Potoki w gminie Lubycza Królewska. 54-letni Andrzej z gminy Narol wykonywał prace leśne. W trakcie ścinki został uderzony przez spadający konar. Zdarzenie miało nagły przebieg i nie dało szans na reakcję. Pilarz zginął na miejscu.
Niespełna trzy lata później doszło do kolejnego dramatu.
W poniedziałek, 20 kwietnia, w lesie pomiędzy Bełżcem a Chyżami życie stracił jego młodszy brat – 43-letni mieszkaniec tej samej gminy. Tego dnia również pracował przy wycince drzew. W pewnym momencie współpracownicy zauważyli, że z miejsca, gdzie pracował, nie dochodzą żadne odgłosy pracy. Gdy podeszli bliżej, zobaczyli go przygniecionego przez drzewo.
Obaj byli braćmi. Obaj wykonywali ten sam zawód. I obaj zginęli podczas pracy w lesie – w podobnych okolicznościach i na terenie tego samego powiatu.
To historia, która szczególnie porusza, bo pokazuje, jak w krótkim czasie ta sama rodzina musiała zmierzyć się z dwoma dramatami o niemal identycznym przebiegu.
Praca pilarza – zawód, w którym błąd nie ma miejsca
Praca przy wycince drzew od lat uznawana jest za jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów w Polsce. To nie jest zajęcie, w którym ryzyko pojawia się sporadycznie – tutaj zagrożenie jest obecne praktycznie przy każdym ściętym drzewie.
Pilarz pracuje w bezpośrednim otoczeniu kilkutonowych drzew, które w trakcie ścinki mogą zachować się w sposób trudny do przewidzenia. Wystarczy chwila nieuwagi, nagła zmiana kierunku upadku, pęknięcie pnia czy oderwanie się konaru, by doszło do tragedii. W takich sytuacjach nie ma czasu na reakcję – decydują sekundy.
To również praca fizyczna wykonywana w wymagającym terenie – na nierównym, często śliskim podłożu, wśród gałęzi, korzeni i przeszkód. Do tego dochodzą warunki atmosferyczne: wiatr, deszcz, niskie temperatury czy ograniczona widoczność. Każdy z tych czynników zwiększa ryzyko.
Specyfika tej pracy polega także na tym, że często odbywa się ona w oddaleniu od zabudowań, w ciszy, gdzie pracownicy są zdani przede wszystkim na własne doświadczenie i ocenę sytuacji. W takich warunkach margines błędu praktycznie nie istnieje.
Statystyki tylko to potwierdzają
Dane Państwowej Inspekcji Pracy pokazują skalę zagrożenia. Co 12. wypadek śmiertelny w Polsce ma miejsce właśnie w sektorze leśnym, mimo że zatrudnia on znacznie mniej osób niż przemysł czy budownictwo.
Od 2018 roku odnotowano 388 zdarzeń związanych z pracą w lesie, w tym aż 170 wypadków śmiertelnych oraz ponad 130 ciężkich. W praktyce oznacza to, że do tragicznych zdarzeń dochodzi regularnie – średnio co kilka dni.
W samym 2024 roku odnotowano 20 ofiar śmiertelnych oraz 21 osób ciężko rannych. Najczęstsze przyczyny są powtarzalne – uderzenia przez spadające konary oraz przygniecenia przez ścinane drzewa. To właśnie w takich okolicznościach zginęli obaj bracia z gminy Narol.
Dwie tragedie, ten sam zawód i ta sama rodzina
Dwie tragedie, które rozegrały się w tej samej rodzinie w odstępie kilku lat i w bardzo podobnych okolicznościach. To historia, która zostaje w pamięci, bo pokazuje, jak cienka bywa granica między codzienną pracą a nagłym dramatem.
Praca w lesie dla wielu jest zwykłym zajęciem, wykonywanym każdego dnia. W rzeczywistości to jedno z najbardziej wymagających i niebezpiecznych środowisk pracy, w którym nawet doświadczenie, rozwaga i wieloletnia praktyka nie dają pełnej gwarancji bezpieczeństwa.
W tym przypadku tragiczne zdarzenia dotknęły tę samą rodzinę po raz drugi. Ten sam zawód, podobne okoliczności i chwile, które rozegrały się w ciszy, z dala od zabudowań.
To historia, która skłania do refleksji i przypomina, że za każdą informacją o wypadku stoi ludzki dramat. A czasem także cisza, która pozostaje na długo.


Tragedia