Krzysztof Sycz wykazał się niesamowitą odwagą, dzięki czemu pomógł ugasić pożar lasu
Pożar lasu w pobliżu Cewkowa postawił na nogi dziesiątki osób. Choć w akcji brało udział 129 strażaków z kilku powiatów, to w gaszenie ognia zaangażowali się również pracownicy Zakładów Usług Leśnych oraz leśnicy z Nadleśnictwa Oleszyce. To właśnie ich szybka reakcja i wsparcie w terenie miały duże znaczenie dla opanowania sytuacji.
Do pożaru doszło w poniedziałek (14.04) około godziny 15:20 niedaleko Cewkowa. Ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał, a dodatkowo sytuację utrudniał wiatr i trudny, leśny teren. Łącznie w działaniach brało udział 27 zastępów straży pożarnej, czyli 129 strażaków z powiatów lubaczowskiego, jarosławskiego i przeworskiego.
Walka z żywiołem nie ograniczała się jednak wyłącznie do działań gaśniczych. Na miejscu pojawili się także pracownicy branży leśnej, którzy – jeszcze przed przyjazdem służb – dotarli w rejon pożaru i włączyli się do akcji. Krzysztof Sycz, pracujący jako pilarz, prowadził wycinkę nadpalonych i płonących drzew, które stanowiły zagrożenie dla strażaków oraz mogły przyczynić się do dalszego rozprzestrzeniania się ognia. Usuwano przede wszystkim suche sosny oraz drzewa z uszkodzonymi pniami, które w każdej chwili mogły się przewrócić. Dzięki tym działaniom poprawiono bezpieczeństwo ratowników i ograniczono ryzyko przeniesienia się ognia na wyższe partie drzewostanu.
– „Gdy strażacy gasili młodnik, zaproponowałem, żeby wycinać suche sosny, jeśli tylko się da, bo z czasem ogień mógł przenieść się na korony drzew. Te drzewa były też niebezpieczne dla strażaków – niektóre pnie były nadpalone do połowy i trudno było przewidzieć, kiedy i w którą stronę mogą się przewrócić” - relacjonuje portalowi ZLUBACZOWA.PL Krzysztof Sycz
Wycinka płonących i nadpalonych drzew była wyjątkowo niebezpieczna. Wysoka temperatura, dym i ograniczona widoczność sprawiały, że każde działanie wymagało dużej ostrożności.
– „Ścinka była bardzo trudna – dym, wysoka temperatura i konieczność szybkiego działania. Trzeba było jednak robić to na tyle bezpiecznie, na ile było to możliwe, zarówno dla mnie, jak i dla osób pracujących obok” – podkreśla.
Podczas pracy dochodziło do sytuacji, które pokazują skalę zagrożenia.
– „Pierwszy raz zdarzyło mi się, że spod łańcucha zamiast trocin wylatywał ogień. Bluza została lekko przypalona, bo rozżarzone kawałki drewna odrywały się podczas cięcia” – relacjonuje Krzystof Sycz
Wsparciem dla strażaków były także maszyny leśne. W działaniach wykorzystano ciągnik Nadleśnictwa Oleszyce wyposażony w pługofrezarkę, obsługiwany przez doświadczonego pracownika. Dzięki jego umiejętnościom i sprawnemu manewrowaniu w trudnym, leśnym terenie szybko wykonano pasy oddzielające, które skutecznie ograniczyły dalsze rozprzestrzenianie się ognia i pomogły w opanowaniu sytuacji.
Pożar objął około 15 hektarów poszycia leśnego oraz młodnika. Dzięki wspólnym działaniom strażaków, leśników i pracowników Zakładów Usług Leśnych sytuację udało się opanować. Obecnie miejsce zdarzenia jest dozorowane, aby nie doszło do ponownego pojawienia się ognia.
Na ten moment nie podano oficjalnych informacji dotyczących przyczyn pożaru.
Najtrudniejsza praca w lesie
Pracownicy leśni, w tym pilarze, na co dzień wykonują jedną z najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych prac w lesie. Ścinka drzew, zwłaszcza w trudnym terenie i przy uszkodzonym drzewostanie, wiąże się z dużym ryzykiem – każdego roku dochodzi do poważnych, a czasem tragicznych wypadków. W takich warunkach liczy się doświadczenie, opanowanie i precyzja.
Krzysztof Sycz to jeden z najbardziej doświadczonych i cenionych drwali w okolicy. Potwierdzają to również jego osiągnięcia – podczas Mistrzostw Polski Drwali 2025 w Koszęcinie zajął drugie miejsce w konkurencji przeżynki precyzyjnej w kategorii seniorów. To jedna z najbardziej wymagających konkurencji, w której kluczowe znaczenie ma dokładność i pełna kontrola nad piłą. Na co dzień prowadzi Zakład Usług Leśnych i realizuje prace na terenie Nadleśnictwa Oleszyce, a jego umiejętności i doświadczenie były widoczne także podczas działań przy pożarze pod Cewkowem.

