
W ubiegłą niedzielę w nieistniejącej wsi Rudka, odbyły się uroczystości upamiętniające 72. rocznicę zagłady wsi przez Ukraińską Powstańczą Armię. Podczas uroczystości po raz pierwszy zaprezentowano rekonstrukcję tragicznych wydarzeń sprzed 72 lat.
Uroczystość rozpoczęła się o 10 rano w niedzielę w strugach deszczu. Wcześniej odbyła się Msza Św. w intencji pomordowanych. Pomimo fatalnej pogody przybyło sporo ludzi, którzy zachęceni rekonstrukcją historyczną, przybyli pod pomnik na polach nieistniejącej już wioski. Podczas uroczystości odbyły się występy artystyczne dzieci z Nowego Lublińca wioski, gdzie osiedlili się wypędzeni podczas wojny mieszkańcy spalonej Rudki. Później kwiaty pod pomnikiem złożyli przedstawiciele samorządów. O brutalnym mordzie mieszkańców Rudki opowiadali między innymi Wójt Gminy Horyniec Zdrój i Burmistrz Miasta i Gminy Cieszanów.
Poniżej film z rekonstrukcji wydarzeń sprzed 72 lat:
http://www.youtube.com/watch?v=AV0X0yCtBRw
Ci, którzy nie znają historii pacyfikacji Rudki mogą poczytać o niej w skrótowej formie TUTAJ. Zainteresowanych tematem odsyłamy też do publikacji Tomasza Roga „RUDKA dzieje wsi i jej zagłada”. Warto tutaj przytoczyć nieopisywaną szerzej historię rodziny, która ocalała z pogromu. Syn Józefa Buczkowskiego – Kazimierz, ożenił się z panną z Huty Złomy z domu Mazurkiewiczów, mieszkali na Rudce. Pewnego dnia postanowili pojechać na Hutę Złomy, by tam obrabiać pole, gdzie sadzili sobie pszenicę. Gdy nastała noc, postanowili zostać na Hucie w rodzinnym domu żony i się tam przespać. Nagle późno w nocy z oddali słychać było nasilające się strzały i pojawiła się łuna pożaru. Kierunek wskazywał na Rudkę. Kazimierz Buczkowski miał tam rodzinę i chciał tam jechać, ale żona i rodzina zatrzymała go na siłę (podczas pogromu zamordowano ojca Kazimierza – Józefa). Taki widok ogromnej łuny i odgłosy strzelaniny musiały być widoczne wokoło, do tego smród spalenizny, to normalne warunki w tamtych czasach. Gdy spalono Rudkę, kilkuset rudczan zostało bezdomnymi. Próbowali się zaczepić gdzieś u rodziny jak ktoś miał, albo w obcych domach. Bywało tak, że kilka rodzin mieszkało w jednej izbie i na dodatek nie mieli co jeść. Radzono sobie wtedy na różne sposoby. W rodzinie Mazurkiewiczów, gdzie Kazimierz Buczkowski z żoną już zostali, gdy musiano uciekać przed UPA dalej w okolicę Narola, wyrabiano płótno, które potem sprzedawano za chleb.
Rudka spaliła się bardzo szybko, praktycznie wszystkie domy były drewniane, były też kryte słomą. Gdy UPA opuściła Rudkę, zostało jedno wielkie pogorzelisko. Pospiesznie zebrano 65 zamordowanych i pochowano na cmentarzu w Nowym Bruśnie w zbiorowej mogile. W wiosce nie ostały się nawet deski, dlatego zawinięto ciała tylko w prześcieradła i tak ich zakopano. Gdy na Hucie Złomy Polacy pytali sąsiadów Ukraińców: co to tam się działo? Można było usłyszeć: Hospody znaje (Pan Bóg wie…). Ale Ukraińcy wiedzieli, często w nocy było widać, jak zbierali się w domach, schodzili z okolic i naradzali się, planowali (dane osobowe osoby relacjonującej te wydarzenia dostępne u autora artykułu). Rok 1944 spłynął Polską krwią w powiecie lubaczowskim, wtedy to „krwawego aprila” dotarły do nas bandy i zaczęły wdrażać w życie wypróbowane na Wołyniu metody zastraszania i wyniszczania Żywiołu Polskiego.
Uroczystość i rekonstrukcja historyczna powstała dzięki staraniom CKiS w Cieszanowie.
Źródło: horyniec.info

