Kilka dni temu w lesie na terenie ogrodzonego młodnika, kilka kilometrów w linii prostej od miejsca wypadku, w którym uczestniczył mieszkaniec Starych Oleszyc Tomasz Mróz, znaleziono zwłoki w zaawansowanym stanie rozkładu, przy których były dokumenty zaginionego 33-latka.
W sobotę rano rzecznik prasowy Komedy Powiatowej Policji w Przeworsku mł. asp. Ewelina Wrona poinformowała nas, że znaleziono zwłoki. Jednak nie potwierdziła, że ciało należy do poszukiwanego 33-letniego Tomasza Mroza. Zwłoki były w zaawansowanym stadium rozkładu, dlatego też zostaną zbadane przy użyciu specjalistycznych metod w Krakowie. Wynik będzie znany za około dwa tygodnie.
Przy ciele znaleziono portfel z dokumentami należącymi do mieszkańca Starych Oleszyc.
Szczątki zostały odnalezione na terenie młodnika, który był ogrodzony. Być może dlatego nikt go nie odnalazł. Marta Pętkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu poinformowała iż zwłoki cały czas wisiały na drzewie i były zawieszone na drucie z pobliskiego ogrodzenia.
Orientacyjna mapka (odległości mogą się nieznacznie różnić)

Zaginął bez śladu
We wtorek rano, 5 maja Tomek wyjechał z domu do Oleszyc. Miał załatwić kilka spraw związanych z firmą i wrócić do domu. Kilka godzin później okazało się, że 33-latek w miejscowością Dobra (gm. Sieniawa), kierując swoim Volkswagenem zderzył się z tirem. Wyszedł z samochodu i skierował się do lasu. Od tego momentu nie dał żadnego znaku życia.

Poszukiwania/fot. zlubaczowa.pl
Zaniepokojona żona, która dowiedziała się o wypadku próbowała dodzwonić się do męża. Niestety, telefon Tomasza został w samochodzie. Później poinformowano ją, że 33-latek wyszedł z samochodu i uciekł do lasu. Od razu z najbliższymi rozpoczęła poszukiwania. Poprosiła o pomoc policjantów, ale według żony zaginionego, mundurowi stwierdzili, że był pijany i wróci za kilka godzin. Niestety, nie wrócił. Anna, żona Tomka wraz z rodziną i znajomymi przez cały dzień i noc poszukiwali w lesie mężczyzny. Bez skutku. Gdy zaginiony nie wracał do domu, Anna pojechała do komisariatu policji. W środę po dwudziestu godzinach od zaginięcia, działania podjęli policjanci i strażacy. W przeczesywanie lasów w pobliżu miejsca, w którym zaginiony widziany był po raz ostatni, brali udział policjanci z Przeworska i Lubaczowa, ponad 100 strażaków z Państwowej Straży Pożarnej w Przeworsku oraz strażaków-ochotników z powiatów przeworskiego i lubaczowskiego. W działania zaangażowali się też funkcjonariusze Straży Leśnej i mieszkańcy. Sprawdzono kilkaset hektarów kompleksów leśnych. Pomagali również udział członkowie Stowarzyszenia STORAT, którzy wykorzystują specjalnie szkolone psy. Wykorzystano nawet śmigłowiec z kamerą termowizyjną z Sekcji Lotnictwa KWP w Łodzi.
Gdy kilkudniowe poszukiwania nie przynosiły skutku, najbliżsi poprosili o pomoc Krzysztofa Rutkowskiego. Niestety, pracownicy biura detektywistycznego nie odnaleźli żadnych śladów po zaginionym.
Konferencja prasowa detektywa Krzysztofa Rutkowskiego/zlubaczowa.pl
Strażacy-ochotnicy, którzy przez kilka dni od rana do wieczora poszukiwali zaginionego wznowili jeszcze akcje poszukiwawczą, w sobotę, 16 maja, 11 dni po zaginięciu z nadzieją, że odnajdą w lesie 33-latka. Niestety, do domów wracali załamani, że nie udało im się znaleźć Tomka.
Rodzina wyznaczyła nawet nagrodę pieniężną za informacje, które pomogłyby odnaleźć mężczyznę.
33-letni Tomasz miał żonę oraz dwójkę dzieci – Natalkę i Antosia. Prowadził działalność gospodarczą. Wspólnie z żoną budowali dom w Starym Siole (gm. Oleszyce), wkrótce mieli się wprowadzać.
Źródło: mojprzeworsk.pl, zlubaczowa.pl

