Bartosz Motyka z córkami
Bartosz Motyka z Lubaczowa od ponad roku toczy dramatyczną walkę z rzadkim i agresywnym nowotworem. Choroba postępuje, a możliwości leczenia w Polsce są skrajnie ograniczone. Dziś jego jedyną realną szansą na zatrzymanie choroby jest kosztowna immunoterapia za granicą. Stawką jest życie i przyszłość dwóch córek – Oliwii i Mai.
Pierwsze diagnozy, które usłyszał ponad rok temu, nie pozostawiały złudzeń. Lekarze zaproponowali wyłącznie chemioterapię paliatywną, nie dając realnych szans na wyleczenie. Od początku nie godził się na takie rozwiązanie. Równolegle z leczeniem rozpoczął intensywne poszukiwania innych możliwości – konsultacje w Polsce i Europie, prywatne badania oraz kontakt z klinikami na całym świecie.
Przełomem były specjalistyczne molekularne badania genowe guza, wykonane w laboratorium w Szwajcarii. Ich koszt przekroczył 30 tysięcy złotych, ale pozwoliły postawić ostateczną diagnozę. U Bartosza stwierdzono DSRCT – desmoplastyczny guz drobnookrągłokomórkowy, niezwykle rzadki i agresywny nowotwór tkanek miękkich, dla którego w Polsce nie istnieją zatwierdzone terapie celowane.
Od czerwca stosowana jest najsilniejsza możliwa chemioterapia, również o charakterze paliatywnym. Równocześnie, pomiędzy kolejnymi cyklami leczenia, Bartosz nie przestaje działać. Co trzy tygodnie przechodzi kolejne konsultacje i badania, analizuje światową literaturę medyczną, wysyła setki zapytań do klinik specjalizujących się w leczeniu rzadkich nowotworów.
Efektem tych działań jest znalezienie w Niemczech zaawansowanej immunoterapii onkologicznej – terapii komórkami dendrytycznymi. Na obecnym etapie choroby daje ona realną szansę na zatrzymanie jej postępu i rozpoczęcie niszczenia komórek nowotworowych. Koszt jednej terapii to około 22 tysiące euro, nie licząc transportu i pobytu. Łączna kwota, którą trzeba zgromadzić, przekracza 150 tysięcy złotych, a niewykluczone, że leczenie będzie musiało zostać powtórzone.
Równolegle pojawiła się również odpowiedź z prywatnej kliniki w Indiach dotycząca możliwości terapii CAR-T – jednej z najbardziej zaawansowanych form immunoterapii genetycznej. Jej koszt to około 60 tysięcy dolarów, bez dodatkowych wydatków logistycznych. Na ten moment Bartosz koncentruje się jednak na rozpoczęciu leczenia w Niemczech.
– Nie poddaję się, bo wiem, że mogę tę chorobę pokonać – podkreśla. Największą motywacją są córki, które samotnie wychowuje. – Oliwia i Maja nie mogą zostać same, bez taty.
Koszty leczenia znacząco przekraczają możliwości finansowe jednej osoby. Każda wpłata na trwającą zbiórkę to realna pomoc w walce o życie i szansa na kontynuowanie leczenia poza granicami kraju.
Bartosz Motyka dziękuje za każdą formę wsparcia i wierzy, że dzięki pomocy ludzi o dobrych sercach będzie mógł wrócić do zdrowia i dalej być obecnym w życiu swoich córek.

