Informacje Lubaczów, powiat lubaczowski

Zuzanna Puchalska ze Starego Sioła przemierzyła samotnie 3040 km przez Nową Zelandię
Featured

Zuzanna Puchalska ze Starego Sioła przemierzyła samotnie 3040 km przez Nową Zelandię

Samotna wędrówka przez góry, lasy deszczowe i bezkresne plaże. 3040 kilometrów w poziomie i 83 kilometry w pionie. Setki przekroczonych rzek, miesiące życia w namiocie i tysiące kroków prowadzących ku mecie. Zuzanna Puchalska ze Starego Sioła zrealizowała marzenie, które długo dojrzewało – przeszła pieszo całą Nową Zelandię szlakiem Te Araroa.

Marzenie, które nie dawało spokoju

Pomysł na wyprawę zrodził się wiele lat temu. Usłyszana podczas jednej z prelekcji opowieść o Nowej Zelandii sprawiła, że zaczęła wyobrażać sobie siebie na szlaku. Z czasem pragnienie przerodziło się w projekt, a projekt – w plan konsekwentnie realizowany krok po kroku. – „Marzenie stało się projektem, a potem moją własną rzeczywistością” – mówi dziś Puchalska.

Nie chodziło jedynie o turystyczną przygodę. Celem było sprawdzenie siebie w długodystansowej wędrówce, życie w rytmie natury i ograniczenie technologii do minimum. – „Chciałam zobaczyć, co dzieje się w człowieku, gdy znika zasięg i pozostaje kontakt z naturą i lokalną kulturą” – dodaje.

Start z Bluff – codzienność w rytmie kroków

15 stycznia 2025 roku wyruszyła z Bluff, najbardziej na południe wysuniętego punktu Nowej Zelandii. Początkowe dni były czasem oswajania samotności i logistyki. Marsze po 30 kilometrów stanowiły wyzwanie, ale pozwalały wejść w rytm: rano zwijanie namiotu, marsz przez pastwiska, plaże czy lasy, a wieczorem rozbijanie obozu i sen pod rozgwieżdżonym niebem. – „Dzień zaczyna się zwijaniem obozu o wschodzie słońca, a kończy snem pod rozgwieżdżonym niebem” – wspomina.

Na niektórych odcinkach niosła ze sobą prowiant na 6–8 dni, bo kontakt z cywilizacją był praktycznie niemożliwy. Każdy gram bagażu miał znaczenie – dokładnie obliczona waga plecaka, skrupulatnie zaplanowane punkty z wodą i jedzeniem.

Spotkania, które dodawały sił

Choć szlak zakładał samotną wędrówkę, Puchalska nie czuła się osamotniona. Spotykała „trail angels” – mieszkańców, którzy z życzliwością pomagają piechurów Te Araroa, oferując nocleg, posiłek czy po prostu rozmowę. – „Często słyszałam: ‘nie dziękuj, po prostu podaj to dalej’. I w tym właśnie tkwiło piękno tej drogi – w prostym geście dobroci, który niesie się dalej, nawet na drugi koniec świata” – opowiada.

Piękno Południowej Wyspy

Pierwsze 1300 kilometrów wiodło przez Południową Wyspę, słynącą z dzikiej przyrody i surowych krajobrazów. Były tam zielone doliny, lasy Fiordlandu, bagna przypominające scenerie z „Władcy Pierścieni” czy święte jezioro Maorysów Rotomairewhenua, uznawane za najczystsze na świecie.

Wędrówka prowadziła też przez Waiau Pass – jedną z najbardziej wymagających i malowniczych przełęczy. To tam Zuzanna zrozumiała, że Te Araroa to coś więcej niż szlak turystyczny – to droga duchowa, pełna kontrastów, gdzie „największy wysiłek łączy się z największą radością”.

Północna Wyspa – próba charakteru

Północna Wyspa okazała się zupełnie inna. Bardziej zamieszkała, z łatwiejszym dostępem do prowiantu, ale też… pustsza na szlaku. Przez 40 dni Puchalska nie spotkała nikogo, kto również pokonywałby Te Araroa. Zaczęły pojawiać się kryzysy: deszcze, zmęczenie, monotonia odcinków drogowych.

Szczególnym wyzwaniem było spotkanie z wezbraną rzeką Whangaehu. Próba przejścia zakończyła się koniecznością odwrotu i marszem 20 km do mostu. – „To były momenty, które weryfikowały moje wartości i cel” – mówi podróżniczka. Dodatkowym ciosem było porażenie prądem z ogrodzenia, które niosąc przemoczony ekwipunek próbowała sforsować.

Mimo to kontynuowała marsz. Przeszła przez Tararua Ranges, mijając wulkan Ngauruhoe – znany fanom Tolkiena jako „Góra Przeznaczenia”. Każdy krok przybliżał ją do celu, choć niejednokrotnie wymagał ogromnego wysiłku.

Zasada „Every stepper”

Wielu piechurów skraca trasę, omija fragmenty asfaltowe czy korzysta z transportu. Puchalska pozostała wierna swojej zasadzie „Every stepper” – każdy kilometr musiał zostać przejściem pieszo. Nawet monotonne dni spędzone na poboczach dróg były częścią wyzwania.

Meta wyznaczona dwa lata wcześniej

30 maja 2025 roku, o zachodzie słońca, dotarła na Cape Reinga – najbardziej wysunięty na północ punkt Nowej Zelandii. To właśnie tę datę wyznaczyła sobie dwa lata wcześniej jako moment zakończenia wyprawy. Symboliczna klamra zamknęła pięciomiesięczną podróż.

Na początku szlaku ktoś napisał: „This trail will change your life”. Dziś Zuzanna Puchalska przyznaje, że to prawda. – „Fizyczne wyzwanie było tylko tłem. Najważniejsze były spotkania – zarówno z drugim człowiekiem, jak i z samą sobą. Z każdym dniem więcej odwagi, obecności, zaufania do świata. Marzenia realizują się dużo łatwiej, gdy się w nie uwierzy – krok po kroku”.


Podróż, która zostaje na zawsze

Wyprawa Zuzanny Puchalskiej to nie tylko relacja z dalekiego szlaku. To opowieść o sile marzeń, które nie dają spokoju, dopóki nie zostaną zrealizowane. To także dowód, że najważniejsze podróże zaczynają się od pierwszego kroku – i od odwagi, by go zrobić.

Więcej o swojej niezwykłej podróży Zuzanna Puchalska opowiedziała w podcaście, który można obejrzeć tutaj: 

Co o tym myślisz?
Wszystkich odpowiedzi: 1
Dżordż
Ogromny szacunek dla tej Pani. Tak trzeba żyć!
3
Piechur
Jak by mi ktoś sfinansował taką podróż to też bez problemu przejdę tą trasę. Wychodzi+/- 20 km dziennie także spacerek
0

10000 Pozostało znaków