Zdjęcie ilustracyjne wygenerowane przez sztuczną inteligencję
62 lata temu w Szczutkowie doszło do potężnej eksplozji gazu ziemnego. Słup ognia sięgał 30 metrów, a łunę było widać z wielu kilometrów. Wybuch zmienił bieg rzeki. Dziś wracamy do tego wydarzenia, które niewątpliwie zapisało się w historii regionu.
15 marca 1963 roku, w Szczutkowie koło Lubaczowa, doszło do jednego z najbardziej zaskakujących i groźnych wydarzeń w historii naszego powiatu. Tego dnia, dokładnie 62 lata temu, około godziny 15:00 nastąpiła samoczynna erupcja gazu ziemnego. Eksplozja była tak silna, że uformowała krater na rzece Lubaczówka, zmieniając jej dotychczasowy bieg. Z wnętrza ziemi unosił się słup ognia o wysokości dochodzącej do 30 metrów. Płomienie były widoczne przez wiele tygodni, a nocami rozświetlały niebo nad całą okolicą. Łunę widać było z odległości wielu kilometrów.
Przebieg wydarzeń
Jednym z pierwszych świadków zdarzenia był Franciszek Haliniak, ówczesny Komendant Powiatowy Straży Pożarnej w Lubaczowie. W relacji spisanej wiele lat później wspominał dramatyczne chwile, które rozegrały się w okolicach przysiółka Ruda Szczutkowska:
„Kiedy byliśmy na skraju przysiółka i obserwowaliśmy, jak poziom wody podnosi się i zalewa coraz większy obszar – nagle, w odległości 300 metrów od nas, wśród drzew olchowych i zarośli koło rzeki Lubaczówka, ukazała się wysoka fontanna czarnego dymu, który z głośnym szumem uniósł się bardzo wysoko i zaraz nastąpił wybuch.”
Eksplozji towarzyszył huk i potężna fala uderzeniowa. Haliniak i jego towarzysze – m.in. Stanisław Łańcucki i Longin Owczarek – w panice uciekli w kierunku drogi, gdzie stacjonowały samochody.
„Biegnąc koło zabudowań przy szosie, widzieliśmy mieszkańców patrzących z przerażeniem na obniżające się kłęby płomieni, które jakoś rozpłynęły się nad zabudowaniami.”
Wybuch był tak gwałtowny i niespodziewany, że pojawiły się nawet przypuszczenia, iż mogło dojść do incydentu wojskowego:
„Pierwsza myśl moja to przypuszczenie, że ten wybuch spowodowany jest jakąś rakietą, która wymknęła się spod kontroli z pobliskiego poligonu wojsk sowieckich z okolic Jaworowa.”
Szybko jednak okazało się, że źródłem wybuchu był gaz ziemny, który wydostał się z głębokich pokładów podziemnych. Z relacji Haliniaka:
„W miejscu, gdzie było koryto rzeki Lubaczówka, powstał ogromny staw wodno-błotny, podobny do kotła, w którym wszystko kipi i gotuje się, a duże drzewa olchowe pływały w tej kipieli. Fontanny błota co chwila były wyrzucane na wysokość kilku metrów, a nad nimi unosiły się wysokie płomienie palącego się gazu.”
Łuna widoczna z daleka
Szczególnie przejmujący był widok po zmroku. Ogień wydobywający się z wnętrza ziemi rozświetlał nocne niebo.
„Widok ten robił ogromne wrażenie, tym bardziej, że nastawała noc. Łuna palącego się tam gazu była widoczna na odległość wielu kilometrów.”
Świadkowie wspominali, że pomarańczowa poświata była widoczna nawet z odległych miejscowości. Przez kolejne tygodnie – a nawet miesiące – nocna łuna nad Szczutkowem była widoczna w wielu punktach powiatu.
Skutki eksplozji
Najbardziej widoczną konsekwencją wybuchu była zmiana biegu rzeki Lubaczówki. Krater, który powstał w wyniku eksplozji, zablokował naturalny przepływ, tworząc rozlewisko. Przez długi czas teren przypominał krajobraz po erupcji wulkanu – ziemia parowała, a ogień i błoto wciąż dominowały w okolicy dawnego koryta rzeki.
Pożar gazu trwał kilkanaście tygodni. Wydobywający się gaz stopniowo się wypalał, a ogień ustąpił dopiero po całkowitym wyczerpaniu się złoża. Miejsce katastrofy przez długi czas pozostawało gorące, a teren był stale patrolowany przez służby porządkowe i straże pożarne.
Władze wówczas nie informowały szeroko o zdarzeniu, ale wśród mieszkańców powiatu relacje o tym wydarzeniu rozprzestrzeniły się błyskawicznie i na trwałe zapisały się w lokalnej pamięci.

