Informacje Lubaczów, powiat lubaczowski

Jak dawniej obchodzono Wigilię na Ziemi Lubaczowskiej?
Featured

Jak dawniej obchodzono Wigilię na Ziemi Lubaczowskiej?

Wiele z tych zwyczajów i obrzędów znanych z dawnej Wigilii na Ziemi Lubaczowskiej zostało opisanych przez Tadeusza Burzyńskiego na łamach Rocznika Lubaczowskiego z 1994 roku. Autor przywołał relacje i zapisy dotyczące praktyk obecnych w wiejskich domach jeszcze na przełomie XIX i XX wieku, pokazując, jak głęboko w codziennym życiu zakorzenione były wierzenia, symbole i rytuały związane z dniem wigilijnym.

Wigilia to dzień szczególny – pełen ciszy, oczekiwania i symboliki, który od pokoleń wyznaczał rytm całego roku. Choć dziś kojarzy się przede wszystkim z rodzinną wieczerzą, choinką i kolędami, na Ziemi Lubaczowskiej miał on dawniej znacznie głębszy, obrzędowy wymiar. Był czasem, w którym przenikały się wiara, tradycja i ludowe wierzenia.

W dawnych wsiach Wigilia postrzegana była jako dzień graniczny – łączący świat żywych i zmarłych, teraźniejszość z przyszłym urodzajem. Do izby wnoszono snopy zboża, słomę rozrzucano na podłodze, a przy stole zostawiano wolne miejsce dla dusz przodków. Wszystko miało znaczenie i wszystko było znakiem – od tego, kto pierwszy przekroczył próg domu, po to, czy przypadkiem coś się nie stłukło.

Dzień miał ściśle postny charakter. Dzieci pościły aż do wieczerzy, a dorośli jedli tylko symboliczne posiłki. Wierzono, że zachowanie zasad w Wigilię zapewni pomyślność przez cały rok, bo – jak powtarzano – jaka Wigilia, taki cały rok. Nie wolno było szyć, prać ani pożyczać czegokolwiek z domu, aby „nie wynieść szczęścia”. Szczególnie uważano, by nie dopuścić do wizyty kobiety – odwiedziny mężczyzny wróżyły natomiast dobrobyt i powodzenie.

Przygotowania do świąt obejmowały także domostwo. Izby bielono, a pod powałą zawieszano podłaźniczkę – wierzchołek świerka lub jodły, zdobiony bibułkami. Choinki pojawiły się na tym terenie dopiero w okresie międzywojennym, początkowo skromnie dekorowane papierowymi ozdobami, później także szklanymi bombkami.

Wieczerza rozpoczynała się wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdy. Gospodarz wnosił do izby snopy niemłóconego zboża, rozrzucał słomę, wypowiadając życzenia pomyślności, po czym cała rodzina klękała do modlitwy. Opłatek łamano niekiedy z dodatkiem miodu – dla słodyczy życia i powodzenia w pasiekach. Stół przykryty był białym obrusem, pod którym znajdowało się siano i ziarno, a pod nim ustawiano maselnicę, siekierę i dzieżkę – każdy z tych przedmiotów miał zapewnić dostatek i zdrowie.

Na stole musiało znaleźć się 12 potraw, przygotowanych wyłącznie z płodów gospodarstwa. Jadano pierogi z kaszą i kapustą, gołąbki, kapustę z grochem i grzybami, barszcze, ziemniaki z olejem, śledzie, kompot z suszonych śliwek. Po II wojnie światowej częściej pojawiały się ryby oraz makowce. Wieczerzę kończyła obowiązkowo kutia – ziarno pszenicy z makiem i miodem. Każdy musiał spróbować wszystkich dań, by zapewnić urodzaj. Jedzenie z jednej misy miało z kolei cementować jedność rodziny.

Kolacja była również czasem wróżb i żartobliwych obrzędów. Przy jedzeniu kapusty łapano się za głowy „żeby kapusta była dorodna”, przy grochu mierzwiono włosy, a gospodynie z dziećmi… gdakały, by kury dobrze się niosły. W pierogach ukrywano monety lub kłosy – znak przyszłego bogactwa albo gospodarności.

Po wieczerzy część potraw pozostawiano dla dusz zmarłych. Niezamężne dziewczęta wychodziły na zewnątrz, nasłuchując szczekania psów, by odgadnąć, z której strony przyjdzie przyszły mąż. Wierzono też, że o północy bydło przemawia ludzkim głosem, dlatego zwierzętom zanoszono opłatek, a czasem nawet wprowadzano je do izby.

Wieczór wigilijny upływał na wspólnym kolędowaniu, ale i na psotach młodzieży. Przed północą niemal wszyscy wyruszali na pasterkę – nawet dzieci nie mogły spać, by „pszczoły dobrze się chowały”.

Dawna Wigilia na Ziemi Lubaczowskiej była więc dniem głęboko symbolicznym – pełnym gestów, znaków i wierzeń, które miały chronić dom, rodzinę i gospodarstwo. To właśnie one tworzyły fundament świątecznego czasu, z którego wiele elementów – choć w zmienionej formie – przetrwało do dziś. Tradycje te zostały szczegółowo opisane w opracowaniu Tadeusza Burzyńskiego opublikowanym w Rocznik Lubaczowski (1994, tom 5).

Co o tym myślisz?
Wszystkich odpowiedzi: 15

10000 Pozostało znaków