Otwarte 1 lipca 2014 roku Targowisko „Mój Rynek” przy ul. Handlowej w Lubaczowie wciąż jest solą w oku władz miasta. Inwestycja kosztowała 2,5 mln zł i do dzisiaj nie można znaleźć dla niej uzasadnienia.
Kilkakrotnie podejmowane próby aktywizacji targowiska, przynosiły tylko chwilowe rezultaty. Kiermasze, targi, rozmaite giełdy – to wszystko, pomimo krótkotrwałego zainteresowania w efekcie okazywało się fiaskiem. Przez chwilę funkcjonowała tam poczekalnia PKS, jednak to też nie zadziałało. Lokalizacja jest na tyle zniechęcająca, że podróżni nawet w zimie woleli czekać w zwyczajowych miejscach pod wiatami. Jak dowiedziała się Redakcja ZLUBACZOWA.PL narodził się kolejny plan ożywienia opustoszałego placu targowego.
Sklep społeczny – co to jest?
- Pomysł otwarcia sklepu społecznego narodził się z inicjatywy naszych seniorów. Byłoby to miejsce w którym ludzie oddawaliby niepotrzebne im rzeczy, a te następnie byłyby sprzedawane. Zysk z tej działalności przekazywany byłby na cele społeczne, dla potrzebujących – wyjaśnia burmistrz Lubaczowa Krzysztof Szpyt. Dodaje, że sprawa jest na tyle świeża, że wymaga jeszcze doprecyzowania. Magistrat planuje wziąć przykład z działającej w Rzeszowie Wspólnoty Emaus, gdzie taki sklep funkcjonuje już od wielu lat.
Ludzie o pogmatwanych losach
Dochód ze sklepu społecznego wspólnota Emaus przeznacza na utrzymanie i pomoc ludziom zagubionym w życiu, takim którzy mieli problem z różnego rodzaju używkami, lub popadli w życiowy dołek np. z winy choroby, a teraz próbują przewartościować własne życie. Wspólnota pomaga wciągnąć ich z powrotem do społeczeństwa. W magazynach sklepu można znaleźć wszystko – sprzęty domowe, meble, ubrania, różnego rodzaju drobiazgi. Ci, którzy lubią szperać, mogą tam znaleźć prawdziwe skarby, tzw. rzeczy z duszą. Ceny towarów są bardzo atrakcyjne, niemal symboliczne. Kupujesz – pomagasz, tak w skrócie można zdefiniować cel istnienia sklepu.
Organizacja
Plan na zorganizowanie tego typu działalności w naszym mieście nie jest jeszcze uszczegółowiony. Wiadomo, że potrzebni będą wolontariusze. – Jest już chęć pracy wolontaryjnej. Na pewno będą tam również miejsca pracy, czy to w formie spółdzielni socjalnej czy przedsiębiorstwa społecznego lub po prostu stowarzyszenie. Konieczne będzie zatrudnienie ludzi odpowiedzialnych za przepływ pieniędzy, obrót, sprzedaż, kasy fiskalne – wyjaśnia Krzysztof Szpyt.
Wolontariusze byliby odpowiedzialni z kolei za przygotowanie towaru do sprzedaży, ulokowanie go w magazynach, czy na przykład sprawdzenie towaru w przypadku różnego rodzaju sprzętów i urządzeń. Władze miasta liczą, że pomaganie poprzez oddawanie zbędnych rzeczy oraz kupowanie przedmiotów nam potrzebnych zyska wymiar nie tylko komercyjny, ale stanie się również stylem życia. Dużą rolę w powodzeniu inicjatywy może odegrać również klient zza wschodniej granicy, który często szuka na rynku tanich rzeczy.
KS, zlubaczowa.pl

