
Przez 22 lata w Sejmie nie było przedstawiciela Ziemi Lubaczowskiej. Zmieniło się to 4 lata temu, podczas wyborów parlamentarnych w 2019 roku. Czy powiat lubaczowski nadal będzie miał swojego przedstawiciela w Sejmie? Czy 7 kandydatów z naszego powiatu nie jest pod tym względem problematyczne? Zapraszamy do przeczytania felietonu Wiesława Kudyby.
Wiesław Kudyba: Proces zbierania podpisów pod listami poparcia dla kandydatów do Sejmu i Senatu od zawsze uważany jest przez sztabowców każdej partii, jako pierwszy i bardzo ważny etap kampanii wyborczej. Nie inaczej było i tym razem. W momencie rejestracji list ujawniono ile każda partia zebrała podpisów poparcia, i tak dla przypomnienia: PiS ponad 2 mln podpisów poparcia, Lewica ok. 500 tysięcy, Trzecia Droga, ok. 350 tys. podpisów na listach kandydatów do Sejmu, Konfederacja ponad 300 tys. podpisów pod listami sejmowymi i ponad 200 tys. pod listami senackimi. Jedynym ugrupowaniem, które nie podało ilości zebranych podpisów jest Koalicja Obywatelska. Prawdopodobnie świadczy to o tym, że ugrupowanie to nie zdobyło satysfakcjonującej ilości podpisów poparcia, stąd milczenie na ten temat.
Przechodząc do spraw lokalnych, jak wiemy o mandat poselski ubiega się 7 kandydatów z powiatu lubaczowskiego. Jest to informacja dobra i zarazem zła, dobra dlatego, że to świadczy o tym, że wystawieni kandydaci są co najmniej znani w swoim środowisku politycznym, poza tym mają jakieś osiągnięcia lub są kandydatami perspektywicznymi dla swoich partii. Zła dlatego, że my jako powiat lubaczowski jesteśmy stosunkowo mało liczni pod względem ilości wyborców i rozbicie głosów na tak liczną ilość kandydatów może spowodować, że niczego jako powiat nie osiągniemy i niestety możemy się narazić na utratę tego co w tej chwili mamy, czyli mandat poselski Pani Teresy Pamuły.
Odpowiedź na pytanie, co w związku z tym należy zrobić jest bardzo proste i zarazem skomplikowane. Proste dlatego, że jedyną rozsądną odpowiedzią jest głosowanie na osobę, która ma największe szanse na osiągnięcie sukcesu wyborczego gwarantującego mandat poselski. Skomplikowane dlatego, że jak ustalić kto w gronie 7 kandydatów taką osobą jest, a co najważniejsze jak do takiego głosowania przekonać wyborców, czyli mieszkańców powiatu lubaczowskiego. Nie jest to ani łatwe ani proste, choćby było oczywiste. Ale też nie jest powiedziane, że nie należy próbować i przekonywać do rzeczy, co do których jesteśmy przekonani, że są dobre i korzystne, choćby to było trudne i skomplikowane.
Ustalenie takiej osoby nie byłoby trudne, gdyby nie …polityka. To polityka i poglądy polityczne powodują, że odrzucamy rzeczy oczywiste, jesteśmy wobec siebie nieprzychylni czy wręcz wrodzy. Słuchając niektórych polityków czy czytając komentarze w mediach społecznościowych można dojść do wniosku, że zatraciliśmy się w nienawiści do siebie i zachowujemy się „Jakby jutra miało nie być wcale”. Ale jutro będzie, bez względu kto wygra wybory, która partia utworzy rząd, tak samo będziemy pracować, robić zakupy, będą takie same troski i radości.
I gdybyśmy choć na chwilę odłożyli partyjne niuanse i jako mieszkańcy powiatu lubaczowskiego zadali sobie pytanie czy dla prawidłowego i szybkiego rozwoju powiatu lubaczowskiego korzystne jest mieć „swojego” posła czy też jest to bez znaczenia? Odpowiedź wydaje się być oczywista i chociaż nikt takiego sondażu nie przeprowadził wydaje się, że zdecydowana większość odpowiedzi byłaby pozytywna, cześć by powiedziała, że tak pod warunkiem, że to będzie poseł z naszego ugrupowania, a część jak zwykle nie miała by wyrobionego zdania na ten temat, lub byłoby to jej obojętne.
Należę do osób, które twierdzą, że:
„Powiat lubaczowski powinien mieć „swojego” posła i jest to kluczowa sprawa dla przyszłości i rozwoju powiatu w każdej dziedzinie, zarówno w perspektywie krótko jak i długo okresowej”
Swoje argumenty w tej sprawie przedstawię w kolejnym felietonie.

