Informacje Lubaczów, powiat lubaczowski

Policjant i bohater. Jarosław z Cieszanowa po raz drugi został dawcą szpiku
Featured

Policjant i bohater. Jarosław z Cieszanowa po raz drugi został dawcą szpiku

fot. Policjafot. Policja

Pięć lat po pierwszej donacji telefon z Fundacji DKMS zadzwonił ponownie. Pochodzący z Cieszanowa starszy sierżant Jarosław Paraszczyn dowiedział się, że jego pomocy znów potrzebuje ten sam pacjent. Policjant bez wahania ponownie zgodził się zostać dawcą komórek macierzystych.

Jarosław Paraszczyn pochodzi z Cieszanowa, a obecnie mieszka w Warszawie i pełni służbę w Biurze Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji. Do policji trafił tuż po ukończeniu szkoły, mając 19 lat.

Jego historia z Fundacją DKMS rozpoczęła się podczas szkolenia zawodowego w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. To właśnie wtedy zarejestrował się w bazie potencjalnych dawców.

– Uznałem, że skoro jestem młody, zdrowy i nie ma żadnych przeciwwskazań, żebym nie mógł się zapisać, to zrobiłem to. Ten proces trwał dosłownie kilka minut – opowiadał na antenie Polskiego Radia RDC.

Po około roku otrzymał informację, że jest zgodny genetycznie z osobą chorującą na nowotwór krwi. Pierwsza rozpoczęta procedura została jednak zakończona przed pobraniem. Niespełna tydzień później telefon zadzwonił ponownie – tym razem pomocy potrzebowała inna osoba.

W 2021 roku Jarosław Paraszczyn po raz pierwszy oddał krwiotwórcze komórki macierzyste swojemu „bliźniakowi genetycznemu”.

Pięć lat później znów potrzebna była jego pomoc

Po dwóch latach policjant i pacjent zgodzili się na wymianę danych. Nie spotkali się osobiście, ale napisali do siebie wiadomości, w których opowiedzieli o swoim życiu i całej historii.

Trzy lata później Jarosław Paraszczyn otrzymał informację, że ta sama osoba ponownie potrzebuje jego pomocy.

– Moja odpowiedź mogła być tylko jedna. Oczywiście zgodziłem się, bo wiedziałem, że po drugiej stronie czeka osoba, która ma najgorszy etap w swoim życiu – mówił.

Policjant jeszcze raz przeszedł wymagane badania i procedurę donacji. Komórki macierzyste pobrano z krwi obwodowej, a po zakończeniu zabiegu tego samego dnia wrócił do domu.

Jak podkreśla, pobranie nie wygląda tak, jak często jest przedstawiane.

– Zabieg wyglądał jak zwykłe oddanie krwi. Normalnie siedziałem na szpitalnym fotelu. Mogłem korzystać z telefonu, mogłem jeść, pić kawę i normalnie rozmawiać – wyjaśniał.

„Będę cały czas pod telefonem”

Jarosław Paraszczyn zaznacza, że zależy mu przede wszystkim na zachęceniu innych do rejestracji w bazie potencjalnych dawców.

– Żyć ze świadomością, że pomaga się drugiemu człowiekowi, jest czymś naprawdę świetnym – powiedział.

Zapytany, co chciałby przekazać osobie, której dwukrotnie oddał komórki macierzyste, odpowiedział:

– Żeby mimo wszystko się nie poddawała, żyła pełnią życia i jeżeli kiedykolwiek jeszcze będzie potrzebować pomocy, ja będę cały czas pod telefonem.

Policjant nadal pozostaje w bazie potencjalnych dawców. Na pytanie, czy zdecydowałby się pomóc kolejny raz, odpowiedział: „Oczywiście”.

Co o tym myślisz?
Wszystkich odpowiedzi: 12

10000 Pozostało znaków