Historia pałacu w Rudzie Różanieckiej. Część XI: Życie w pałacu podczas okupacji
Mamy dla Was najnowszy, jedenasty odcinek historii pałacu w Rudzie Różanieckiej. W tej części opowiemy o trudnym życiu w pałacu w czasie okupacji.
„Gdyby ludzkość postępowała zawsze logicznie i mądrze, historia nie byłaby długą kroniką głupoty i zbrodni”
Dzięki współpracy z zastępcą dyrektora Domu Pomocy Społecznej w Rudzie Różanieckiej na naszym portalu możecie poznać historię pałacu w Rudzie RóżanieckiejPoczątek drugiej wojny światowej, to początek końca rodu Wattmanów w Rudzie Różanieckiej. W historii czy życiu człowieka bywają sytuacje w których zakończenie jest przesądzone bez względu na to co byśmy wybrali i jak się zachowali. Dla majątku Wattmana w Rudzie Różanieckiej, okupacja niemiecka czy „wyzwolenie” przez wojska rosyjskie, to tak naprawdę wybór miedzy dżumą a cholerą. Można było prowadzić swoje majątki, gospodarstwa przez setki lat, inwestować, ulepszać, rozwijać się i przychodzi wojna, która to wszystko niszczy w jednej chwili, pozostawiając po sobie zgliszcza i ruiny w sensie fizycznym i mentalnym. Tak stało się z majątkiem rodu Wattmanów, a to tylko promil przykładu losu jaki zgotowali nam okupanci niemieccy i „wyzwoliciele” rosyjscy przez cały okres trwania drugiej wojny światowej w każdej dziedzinie życia, czy to gospodarczego, społecznego, kulturalnego, czy każdego innego. Mijają pokolenia, a my ciągle musimy gonić stracony czas i wysłuchiwać jak złodzieje i paserzy uczą nas demokracji i praworządności. Wspominam o tym, nie bez powodu. Otóż w trakcie pisania historii pałacu w Rudzie Różanieckiej dowiedziałem się, że gro zdjęć, które zamieszczamy na portalu, są to zdjęcia (a dokładnie kopie zdjęć) zakupione na niemieckim e-Bay, za które trzeba zapłacić od kilkunastu do ponad 100 euro. Czyli ujmując rzecz bardzo prosto, od tych, którzy nas okradli musimy odkupić coś co było naszą własnością, po to żeby opisać własną historię!!! Czy może być coś bardziej dojmującego? Okazuje się, że tak, ponieważ z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że gdyby te pamiątki nie zostały ukradzione i wywiezione, to radzieccy żołnierze z tych „łupów” rozpaliliby wielkie ognisko ciesząc się z niszczenia wszelkich przejawów burżuazji. Klasyczny przykład wyboru między dżumą a cholerą i ukazanie do czego prowadzi wojna. Baron opuszcza pałac w roku 1942 i wyjeżdża do Wiednia, tam w roku 1946 umiera, po wojnie państwo polskie nacjonalizuje majątek i tak kończy się historia rodu Wattmanów w Rudzie Różanieckiej. Mówiąc językiem nowoczesnym i filmowym, dzisiejszym odcinkiem kończymy Sezon 1. Z perspektywy czasu należy uznać, że pomysł opisania historii pałacu na portalu zlubaczowa był wyjątkowo trafny, a ok. 30 000 wyświetleń wszystkich odcinków jest tego najlepszym przykładem. Na szczęcie zespół pałacowy w Rudzie Różanieckiej nie popadł w całkowitą ruinę i do dnia dzisiejszego jest miejscem pobytu i pracy dla wielu osób. Dlatego razem z Panem Wiesławem Łoteckim uznaliśmy, ze należy doprowadzić sprawę do końca i w Sezonie 2 opiszemy historię pałacu od czasu drugiej wojny światowej do dnia dzisiejszego tak, żeby spiąć klamrą całą historię miejsca i ludzi. W kolejnych odcinkach zamieścimy wspomnienia pana Ferdynanda Avenariusa, który jako mały chłopiec biegał po korytarzach pałacu i był świadkiem życia „od środka”. Zapraszam do śledzenia kolejnych odcinków o pałacu w Rudzie Różanieckiej.
Zapraszamy do lektury:
Część XI: Życie w pałacu podczas okupacji
Autor: Wiesław Łotecki
Pałac 1941 rok. Zdjęcia wykonane przez oficera wermachtu
Prawdziwy dramat przeżywał baron i jego rodzina w czasie wojny. Można było sądzić, że baron posiadający również obywatelstwo austriackie będzie miał u okupanta względy. Stało się jednak inaczej. Żydowskie pochodzenie barona było jednym z powodów, że zaczęto go szykanować. Z miejsca został odsunięty przez Niemców od zarządzania majątkiem.
Te czasy przedstawił nam wnuk barona Ferdynand Avenarius, któremu w rozmowie z nami towarzyszył jego przyjaciel od dzieciństwa pan Władysław Farion z Rudy Różanieckiej: O wybuchu II wojny światowej dowiedzieliśmy się z radia, które znajdowało się w budynku dzisiejszej poczty i wystawione zostało w oknie. Pół wioski zeszło się i nasłuchiwało wiadomości o napaści Niemców na Polskę. Starsi mężczyźni mieli wykrzykiwać: ,,będziemy walczyć i bronić się, ani guzika nie oddamy!”.
- Niestety, co niektórzy w późniejszym czasie nawet płaszcze oddawali - wspomina pan Władysław. Wnuk barona dodaje: - Do około 4 -5 września 1939 przebywałem z rodzicami w Niemstowie. W następnych dniach ojciec przewiózł nas samochodem do pałacu w Rudzie. 12 września 1939 r. pierwsze oddziały niemieckie wkroczyły do Rudy Różanieckiej.
Niemcy w pałacu
Ojciec mój (Zdzisław Avenarius) w tych dniach pojechał dalej na wschód. Pamiętam miał takiego pięknego mercedesa kupionego tuż przed wojną. Ja 1 września miałem jechać do gimnazjum we Lwowie. Na szczęście zostałem tutaj.
Ferdynand Avenarius obok Władysław Farion
W pierwszych dniach wojny nie dało się odczuć dużych zmian w życiu codziennym pałacu. Ale już pod koniec września mniej było żywności. - 12 września do pałacu przybył niemiecki Leutnant - wspomina pan Ferdynand. Zwrócił się do mojego dziadka (barona Wattmana) aby dał mu butelkę wina dla swego generała, który przybywał w tym czasie w Cieszanowie. Dziadek udał się do piwnicy i podarował mu to wino. W tym czasie do pałacu przybyli oficerowie niemieccy (ślązacy) wraz z rodzinami. Mimo protestów dziadka zamieszkali w pałacu. Ich pobyt nie trwał jednak długo.
Niemcy pod bramą
Niemiecki żołnierz
Przez pałac przetaczało się zresztą dużo różnych ludzi w tym uciekinierzy ze Lwowa. Niedaleko Rudy znajdował się posterunek niemiecki. Nocą patrole przewozili do pałacu różne osoby przechwycone na granicy. Jedną z takich osób był nijaki hrabia Szejmek. Uciekając z Ukrainy został ograbiony ale zdołał uratować kanarka w klatce, sam odmrażając sobie ręce i stopy. Kurował się w pałacu około trzech tygodni. Niestety ktoś otworzył klatkę i uratowany ptak odleciał przez otwarte okno.
Straż graniczna mieszkała obok pałacu w dzisiejszej leśniczówce. Tam też znajdowała się ich kantyna. Pewnej niedzieli - wspomina pan Farion - postanowiliśmy tam wraz z kolegą wejść do środka. Mieliśmy wtedy po 15 lat. O dziwo niemieccy strażnicy ,,ugościli” nas bardzo dobrze częstując wódką, tak że do kościoła już nie dotarliśmy.
W posiadaniu tych strażników było dwa piękne konie, samochód Opel Kadett i jeden pojazd terenowy. Kapitan straży zajmował pokoje w pałacu w miejscu dzisiejszej terapii (wieżyczka północno-wschodnia). Pozostali zajmowali leśniczówkę.
Niemcy w starym dworku
Żołnierzom tym obsługiwała pewna dziewczyna ze wsi. Byli to ludzie przyjaźnie nastawieni do mieszkańców pałacu i służby. Zresztą ich nie było prawie całymi dniami. Na miejscu przebywał jedynie kapitan który obsługiwał urząd celny wraz ze starszym panem, który kompletnie nic nie robił. Często wyjeżdżał na urlop do Niemiec. Miejscowi dawali mu pieniądze, a on przywoził towary których brakowało w Rudzie. Szczególnie dużą popularnością cieszyły się zegarki tak zwane cebule. Pomieszczenie urzędu celnego znajdowało się w dzisiejszym pokoju obok terapii.
Pałac podczas okupacji. Pomiędzy budynkami widoczne niemieckie samochody
Ciekawą przygodę związaną z pobytem Niemców w pałacu, opowiedział nam pan Ferdynand.
Pewnego dnia jadąc furmanką z Władysławem Cisło z Rudy Różanieckiej napotkaliśmy mieszkających w pałacu okupantów. Skręcaliśmy w bramę jadąc od Huty Różanieckiej. Oni wjeżdżali też w bramę ale od strony Dolin. Na swoim wozie wieźli okazałego wieprzka. Mówię do Władka - wspomina pan Ferdynand – patrz, jadą Niemcy i wiozą świnie. Jednak oni usłyszeli co innego, poszli na skargę do oficera. Przekręcili nasze słowa i powiedzieli że usłyszeli takie zdanie:…. ,,Patrz, jadą niemieckie świnie”. Tylko interwencja dziadka i moje wyjaśnienia sprawiły że nie zostaliśmy ukarani. Ów Niemiec domagał się nawet naszej egzekucji. Za fałszywy donos został jednak sam ukarany (dostał mocno po głowie).
Co dalej stało się z rodziną barona?
Baron w swym pałacu przebywa do roku 1942, po czym wyjeżdża do Wiednia. Pałac opuszczają w dramatycznych okolicznościach również jego dzieci. Mąż Hildy, Muszyński, ginie już we wrześniu w obronie Warszawy.
Mogiła Janusza Muszyńskiego-Kiełpin
Śmierć męża jest okrutnym ciosem dla żony. W jej pokoju nieprzerwanie przez szereg dni i nocy świeciła się lampka, a leżące obok zdjęcie poległego przykryte było czarną wstęgą, a ona sama prawie wcale nie opuszczała pokoju. Ale na tym nie koniec tragedii młodej wdowy. Gdy na spacerze koleżanka zaczęła narzekać na warunki życia, jakie wprowadził okupant, Hilda miała się odezwać: ,,Nie martw się, Niemców i tak niedługo szlag ich trafi”. To przekleństwo usłyszał stojący obok żołnierz niemiecki, który widocznie rozumiał po polsku i stało się to jednym z powodów jej aresztowania. Jednym, gdyż Hilda znana była ze swego patriotyzmu i nienawiści do okupanta. Z jej inicjatywy na przełomie 1941/42 roku powstał zalążek konspiracji ZWZ-AK.
Osadzono ją najpierw w Majdanku. Znalazła się tu w okrutnie ciężkich warunkach. Przyjaciele próbowali udzielić jej pomocy, ale niestety podejmowane próby nie dały rezultatu. Po pewnym czasie Hildę przeniesiono do obozu w Dachau. Tu w 1945 roku wyzwalają więźniów Amerykanie. Po wojnie zamieszkuje w Londynie, gdzie nawet kończy medycynę, po czym wyjeżdża do Kanady. Natomiast zięć barona, Avenarius, wraz z rodziną pozostał na terenie kraju, a nawet po zakończeniu wojny udało się mu objąć wysokie stanowisko. Został dyrektorem w Państwowych Nieruchomościach Ziemskich. Został pochowany na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie 1 marca 1975 roku.
Nie poszczęściło się także baronowi i we Wiedniu. Tu opuszcza go żona. Naoczni świadkowie opowiadali, że widywali Wttmana stojącego w kolejkach przed sklepem spożywczym i że doszedłszy do lady kupował tylko jajka i chleb. Wkrótce też umiera. Jest kilka wersji śmierci barona. Jedna z wersji mówi, że umarł z głodu. Druga, że w swojej kamienicy w Wiedniu posiadał skarbiec. Wszedł do niego i przypadkowo zatrzasnął za sobą pancerne drzwi. Jego nieobecność zauważono dopiero po tygodniu, gdy oczywiście już nie żył. Wersja ta jednak, chociaż często powtarzana jest mało prawdopodobna. Wszelkie spekulacje ucina chyba jednak nekrolog po śmierci Wattmana z którego wynika, że zmarł on po długiej chorobie.
Nekrolog Hugo Von Wattmana
W 2017 roku na niemieckiej stronie AKH został odnaleziony krótki film przedstawiający pobyt Niemców w pałacu w Rudzie Różanieckiej. Przedstawione jest tam spotkanie Niemców z Sowietami. Jest też moment ,w którym widzimy samego barona Wattmana.
Co działo się w pałacu po opuszczeniu go przez rodzinę Wattmana? W lutym 1944 roku pałac zajmuje rosyjski oddział partyzancki. Niemcy w popłochu pouciekali. Rosjanie pustoszą pałac i dla celów propagandowych każą to samo czynić mieszkańcom wsi. Splądrowany pałac opustoszał. Po zakończeniu wojny zjawiają się z Warszawy samochody wraz z milicją, odwiedzają dom po domu odbierając zabrane z pałacu rzeczy, przede wszystkim meble. Oczywiście cała akcja została podjęta na skutek interwencji samego Zdzisława Avenariusa.
Zakończenie
Chociaż minęło ponad pół wieku od opuszczenia pałacu przez rodzinę barona, to jednak pamięć o niej jest wciąż żywa wśród mieszkańców Rudy Różanieckiej i pobliskich miejscowości. W pamięci zbiorowej wyłania się zaczarowany świat pałacowego życia, którego teraz namiastkę znajdują tylko w filmach. To pałacowe życie było szczytem marzeń, punktem do wielu odniesień i tematem do niekończących się rozmów. Podglądano to pałacowe życie na różne sposoby. Było to ułatwione, gdyż baron był otwarty na wieś. Bez większej przesady można powiedzieć, że niemal cała Ruda Różaniecka była na jego utrzymaniu. Baron dawał pracę, możliwość zarobku i przeżycia. Nie było też w jego osobowości nic ze srogiego pana, jakim raczy nas literatura. I dlatego też w pamięci zachował się obraz dobrego barona, który niemal wszystkich dorosłych mieszkańców wsi znał po imieniu. Hugo Wattman był lubiany, ale też budził respekt, sympatię ale i strach.
Odchodzą ostatni świadkowie, a nawet bywalcy pałacowego życia, ale pamięć o baronie i jego rodzinie pozostanie wciąż żywa. Mogli niejako bezpośrednio obserwować świat i życie za pałacowym murem. Kończąc tą opowieść pragnę gorąco podziękować panu Ferdynandowi Avenarius jego rodzinie, Władysławowi Farion, panu Marianowi Ważny, redaktorowi Kresowiaka Galicyjskiego za spisanie wszystkich opowieści dotyczących rodziny barona.
Na koniec chciałbym zaprosić wszystkich czytelników do wycieczki po pałacu i porównania starych fotografii z obecnym wyglądem gdzie były wykonane.
Wejście główne do pałacu. Rok 1932 chrzest wnuka barona Gustawa i widok z dzisiaj
Kort tenisowy, rok 1935 oraz widok dzisiejszy miejsca gdzie znajdował się kort
Mały Ferdynand przed fontanną i widok dzisiejszy tego miejsca
Przejażdżka bryczką – wyjazd w kierunku bramy oraz widok dzisiejszy tego miejsca
Zabawa karnawałowa (mieszkańców i gości pałacowych) w miejscu dzisiejszej stołówki
Ślub córki barona Ingeborgi z Avenariusem. Zdjęcie wykonane w parku w tym właśnie miejscu
Wjazd od bramy głównej 1941 r. i widok obecny
Pokój dzienny Wattmana oraz dzisiaj sala mieszkańców nr 29
Salonik, dzisiaj sala nr 27