RCB znowu alarmuje. Czy od nadmiaru ostrzeżeń przestaniemy na nie reagować?
![]()
Kolejny Alert RCB trafił dziś do mieszkańców Podkarpacia. Ostrzegał o rosyjskim ataku na Ukrainę i działaniach polskiego lotnictwa. Coraz więcej osób pyta jednak: co właściwie ma zrobić odbiorca takiej wiadomości?
W czwartek, 10 września, mieszkańcy województw podkarpackiego i lubelskiego po raz kolejny otrzymali powiadomienie od Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Alert objął również powiat lubaczowski.
RCB informowało o rosyjskim ataku powietrznym na Ukrainę, monitorowaniu sytuacji oraz operowaniu polskiego lotnictwa w przestrzeni powietrznej RP. Odbiorcom zalecono jedynie śledzenie kolejnych komunikatów.
I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie, które coraz częściej zadają odbiorcy: czy każda sytuacja, w której wojsko uruchamia procedury bezpieczeństwa, powinna jednocześnie oznaczać alarmowanie setek tysięcy cywilów?
Alert, odwołanie i ponowny alert
Dzisiejsza sytuacja dodatkowo pokazuje problem. Rano ostrzeżenie zostało wysłane do mieszkańców dwóch województw, po niespełna pół godzinie poinformowano o jego odwołaniu, a kilka godzin później mieszkańcy zostali ponownie zaalarmowani w związku z kolejnym zagrożeniem.
Sytuacja militarna może zmieniać się bardzo szybko i trudno oczekiwać od służb, by ignorowały potencjalne niebezpieczeństwo. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy telefon alarmuje odbiorcę, ale nie mówi mu, co właściwie powinien zrobić.
Nie ma polecenia pozostania w budynku. Nie ma informacji o konieczności odejścia od okien. Nie ma wskazania miejsca schronienia ani informacji, że w konkretnej miejscowości występuje bezpośrednie zagrożenie.
Jest za to informacja, że trwa rosyjski atak na Ukrainę, polskie lotnictwo operuje w przestrzeni RP, a sytuacja jest monitorowana.
„Tyle tych alertów wysyłacie…”
Pod wpisami Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w mediach społecznościowych szybko pojawiły się krytyczne komentarze.
Jeden z internautów zwrócił uwagę na ryzyko, które dla systemu ostrzegania może okazać się szczególnie niebezpieczne:
„Tyle tych alertów wysyłacie, że jak naprawdę coś się wydarzy, to ludzie to oleją”.
Inny komentujący wskazał na samą konstrukcję wiadomości – jego zdaniem system zaczyna mieszać ostrzeżenie dla ludności z informacją o działaniach wojska.
Jeszcze inni pytali wprost, co mają zrobić po otrzymaniu takiego SMS-a: udać się do schronu, zostać w domu czy po prostu przeczytać wiadomość i dalej wykonywać swoje obowiązki.
W komentarzach pojawia się też coraz bardziej niebezpieczna z punktu widzenia skuteczności systemu reakcja: zniecierpliwienie samymi komunikatami. Niektórzy odbiorcy deklarują, że przestają zwracać na nie uwagę.
RCB samo mówi o „wyjątkowych sytuacjach”
Co ciekawe, na oficjalnej stronie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa można przeczytać, że Alert RCB jest wykorzystywany w sytuacjach nadzwyczajnych, gdy występuje prawdopodobieństwo bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia na znaczącym obszarze.
RCB podkreśla również, że komunikaty są wydawane w wyjątkowych sytuacjach, które realnie mogą zagrażać człowiekowi. Po otrzymaniu alertu mieszkaniec ma natomiast zastosować się do instrukcji zawartych w wiadomości.
I tutaj pojawia się zasadnicza wątpliwość.
Do jakiej instrukcji ma zastosować się mieszkaniec, jeżeli jedynym zaleceniem jest „śledź komunikaty”?
Dla porównania – gdy RCB ostrzega przed pożarem i zadymieniem, komunikat jest jednoznaczny: zamknij okna i drzwi, zostań w domu, nie zbliżaj się do miejsca zdarzenia.
Przy silnym wietrze odbiorca dostaje informację, by nie przebywać i nie parkować pod drzewami.
W obu przypadkach wiadomo, jak zareagować, aby zmniejszyć zagrożenie.
Przy komunikacie o rosyjskim ataku na Ukrainę i działaniach polskiego lotnictwa przeciętny mieszkaniec takich wskazówek nie otrzymuje.
Największym zagrożeniem może być przyzwyczajenie
Nie chodzi o to, aby przestać ostrzegać mieszkańców. Wręcz przeciwnie – sprawny system alarmowania może w krytycznej sytuacji ratować życie.
Ale właśnie dlatego taki system powinien zachować swoją wagę.
Jeżeli Alert RCB pojawia się na ekranie telefonu rzadko i zawiera jasne polecenie, trudno go zignorować. Jeżeli zaczyna regularnie informować także o sytuacjach, w których odbiorca nie ma do wykonania żadnej konkretnej czynności, istnieje ryzyko, że komunikaty zaczną być traktowane jak kolejne powiadomienie.
Jeden z komentujących bardzo trafnie opisał ten mechanizm: po kilku podobnych wiadomościach odbiorca może zacząć myśleć: „RCB znowu coś wysłało. Pewnie znowu nic”.
I właśnie wtedy pojawia się największy problem.
Bo któregoś dnia wiadomość może nie informować tylko o działaniach polskiego lotnictwa. Może zawierać polecenie natychmiastowego pozostania w budynku, odejścia od okien albo udania się do bezpiecznego miejsca.
Czy po serii podobnych ostrzeżeń wszyscy nadal przeczytają ją równie uważnie?
To pytanie, na które Rządowe Centrum Bezpieczeństwa powinno odpowiedzieć, zanim Alert RCB z sygnału oznaczającego realne niebezpieczeństwo stanie się dla części mieszkańców po prostu kolejnym SMS-em.
NAJNOWSZE INFORMACJE
No More Articles


Czego tu można innego oczekiwać?!?
🙆🤦
Ale jak był alert to wiadomo, że to mogło znowu sowieckie żelastwo (banderowskie albo ruskie) swobodnie sobie wlecieć i eksplodować.
A praktyczne znaczenie jest takie, że w pierwszym przypadku bimber będzie droższy przez jakiś czas bo podaż zmaleje a w drugim przypadku cena nie wzrośnie.
Bo niby gdzie mam sie udać ?
....a wiem do plecaka sie schowam.
Dpbrze mowisz karma wraca i zeby tylko wrocila do takich jak ty